Link 13.01.2012 :: 22:27 Komentuj (0)
a tak podsumowując od ostatniego co tu pisałam, wrzesień2010 to chyba było na krawędzi pewnych rewolucyjnych decyzji i wydarzeń i dramatów kosmicznych, ale tak w zasadzie to wszystko fajnie, kończę studia, pracuję.
coney island
Link 13.01.2012 :: 22:25 Komentuj (0)
nie wiadomo czy płakać, czy płakać bardziej. czytać, czy rysować.
.
Link 18.09.2010 :: 21:08 Komentuj (1)
posprzątałam kuchnię i zrobiłam w niej obiad.
dziś nie pomaga:
chciałabym móc odrzucać twoje połączenie wciąż i wciąż, naciskać na zmianę wycisz i odrzuć, uderzać palcem w przycisk na telefonie jakbym uderzała pięścią o ścianę i krzyczała, nie chcę nie chcę nie chcę nie chcę nie chcę.
ale wiem, że gdybym zaczęła krzyczeć to koniec tej historii znalazłabym dopiero łykając dużo więcej miligramów niż zaleca fałszywa recepta.
najgorsze że przecież wciąż dochodzę do wniosku że jest tak dobrze.
do gdyni i z powrotem w 28 godzin.
Link 06.07.2010 :: 00:53 Komentuj (0)
zmywam lakier z paznokci i myślę o rzeczach, które się nie wydarzą. a potem zapętlam się i sama nie wiem.
pho to GRA PHIC
Link 27.02.2010 :: 23:43 Komentuj (0)
wciąż nowe pomysły na życie, ja już nie wiem.
do kompletu/kompletnego chaosu w pokoju brakuje już tylko dodatkowego stołu, który zamierzam kupić lada moment.
do kompletności brakuje mi porządku w ww. oraz uporządkowania kwestii pilnych obowiązków i źródła dochodu. ścisk w trzewiach.
znowu mam karę w bibliotece, zdenerwowałam się, ile można.
na nic postanowienie wyzbycia się potrzeb materialnych, tzn. ogólnie nowych rzeczy. poza deską kreślarską (jest) i drugim biurkiem (jak wspomniałam, zaraz będzie), uznałam, że wspaniale byłoby mieć patelnię grillową. na szczęście nie zmieściłaby się już prawdopodobnie w piekarniku, ani nigdzie indziej, więc wmawiam sobie, że nie ma w ogóle o czym myśleć. i tak trzymam mikser i makaron w sypialni. no i kupiłam dwie książki, mam ochotę na kolejne trzy.
cicho-sza.
& watch things on VCR
Link 26.01.2010 :: 12:26 Komentuj (0)
śniło mi się, że jest Wielkanoc, i że mojej babci nie podoba się opaska na oczy od Marty.
i jeszcze parę rzeczy.
nie chce mi się czytać newsletterów od fatcat records. nie chciało mi się też robić kawy, ale uznałam, że trzeba się przełamać. w ogóle trzeba częściej, na przykład przełamywać bezruch i nieogarnienie. bo można.
kawa + tosty + cóż by tu zrobić, w cóż się ubrać.
obiad w bambino o 14:30.
potrzebuję akwareli i metrowego łańcuszka.
through the eyes of laura mars
Link 14.10.2009 :: 13:32 Komentuj (0)
doszłam do wniosku, że skupianie się na kupowaniu cienkopisów i notesów to tylko nowa forma eskapizmu. dość przebiegła, bo myślę sobie wtedy: to takie konstruktywne.
za oknem śnieg, a na chodniku woda po kolana, więc zawracam w połowie drogi na przystanek. trudno, nic się nie stało. wszystko będzie dobrze.
stare smutki = nowe pomysły, oby coś z tego wyszło. dobrego.
śpiewam te piosenki krojąc wątróbkę na obiad.
/13:57
właśnie się zorientowałam, że przyśnił mi się mail od.
would it not be madness to fight?
Link 26.08.2009 :: 23:54 Komentuj (1)
przerzucam się na techno oraz próbuję być zabawna.
herbata nie stygnie, książka się nie kończy, nie podejmuję decyzji, nie reaguję.
pomyślałam, że kiedy już umrzemy, okaże się, że zielona herbata szkodzi zdrowiu i będą się z nas śmiać.
ale wbrew pozorom działam bardzo, staram się i nie śpię. tylko potrzebuję czasu.
thank you radio
Link 12.08.2009 :: 12:04 Komentuj (0)
dziś z kolei śniły mi się spadające gwiazdy, ale nie pamiętam z kim je oglądałam.
weak in the knees
Link 11.08.2009 :: 22:22 Komentuj (0)
..a sen miałam taki, że wesele weselem, a ja polecialam na pół dnia do londynu, wysiadłam z samolotu w okolicach trafalgar square i po przejściu paru uliczek popłakałam się ze szczęścia. ot co.
+ pieńcet pikseli GRATIS!
Link 11.08.2009 :: 00:08 Komentuj (0)

prawie się nie popłakałam ze wzruszenia, że wreszcie znalazłam. najlepszość amen.
what can I say, you were born in the summer.
Link 11.08.2009 :: 00:03 Komentuj (0)
nikt nie kłamie.
dziś o 5 rano grałam boso w badmintona w łazienkach. to było jeszcze zanim położyłam się spać, ale punkt 14 byłam już w pracy i nawet nie zrobiłam nic bardzo głupiego. potem porządzki i histerie, ale ogólnie rzecz biorąc wszystko dobrze bo przecież zapisałam się do nowej szkoły.
nowe umiejętności: przyrządzanie wybornych drinków! (i stąd ten badminton)
wciąż zakładamy kapelę, wciąż marnujemy życie, ja wciąż nic. i głodna jestem, trzeba będzie rano zrobić zakupki.
moarrr
Link 10.04.2009 :: 15:47 Komentuj (0)
nagle okazuje się że przeżywam swoją przyszłość.
further east, w związku z czym marzną mi palce, ale za to z rysunku nagle wychodzi mi charlotte gainsbourg.
pobudka o 5, dramaty i historie miłosne, i podróże; a wszystko chyba dużo mniej ciekawe niż się wydaje.
um um tak. trzeba iść piec ciasto, am.
first act / act first
Link 06.04.2009 :: 21:25 Komentuj (0)
więc ogólnie to dzień pod hasłem wygrywam życie:
chcę mieszkać na bielanach.
lubię to całe jeżdżenie do różnych części miasta bo prowokuje to miłe odkrycia i można uzupełniać braki w krajobrazie. więc hala marymoncka to mój nowy ulubiony sklep: wielki dział rybny ze świeżyzną, dział mięs i serów który nie ma końca, zawartość półek trochę jak w merkurym, zdrowe rzeczy w ilościach przyprawiających o zawrót głowy, taki asortyment w starym stylu, żaden kerfur, a nawet remę przebijają. oliwki są tylko z jednej firmy i nie ma nadziewanych migdałami, ale trudno.
nowe rzeczy zupełnie ok.
słonko słonko, chociaż co za dużo to niezdrowo.
kupiłam dwa czekoladowe króliki.
ach tak no i wygrałam wejściówki na A Camp, alleluja!
/a wczoraj i wcześniej: znów piękne słowa w radiu, wyganiają mnie z traffica, wino leje się strumieniami, a na parkiecie jest prawdziwy parkiet!/
so what, so fine
Link 29.03.2009 :: 23:42 Komentuj (0)
nic nie może się równać z tłumaczeniem dyrektyw unijnych w deszczowy, niedzielny wieczór.
do tego nie mam w domu czekolady, a kwiatek na oknie przysycha, mimo że naprawdę robię co mogę.
pozatympozatym: ambicje mi wreszcie urosły do takich jakie powinnam mieć, wciąż nie panuję nad bałaganem w mieszkaniu, oraz chyba wyślę zaraz jakiegoś maila zbiorczego do wszystkich znajomych z grzeczną prośbą o nie poruszanie w najbliższym czasie tematu koloru moich włosów (nowa fryzjerka, uśpiona czujność, wystarczyła sekunda dezorientacji i BACH, wyglądasz.. nonieważne).
ale ogólnie to całkiem miło.